"TV" bez reklam :P

Czytajcie opowiadania, wysyłajcie na priw (najlepsze będą zamieszczane).

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

No można to tak określić, niektórzy może i nie pojmą dlaczego klepanie biedy określam wolnością, ale dla mnie to było jak... jakby nagle pozwolono mi odetchnąć "pełną piersią". Poczuwszy zew wolności jeździłam po świecie. Ze znajomością języka obcego nie miałam kłopotów w końcu jestem pół krwi Włoszką, a od najmłodszych lat uczyłam się angielskiego i trochę niemieckiego . Oczywiście po kryjomu przygotowując się do "swoje wielkiej przygody" do życia. Tak bo to co dotychczas przeżywałam życiem nie nazywałam... z perspektywy czasu zaczynam myśleć że nie było tak źle zawsze mogło być gorzej. W końcu miałam co jeść i gdzie spać. No owszem więzi emocjonalnych z rodziną nie czułam ... oprócz cioci Niny (siostry mojej mamy). Często zastępowała mi matkę i ojca lecz zmarła gdy miałam 12 lat.
13.10.2011 o godz. 18:41

Mój ojciec Diego Won Risco był typem despoty nie znoszącego sprzeciwu. W domu rządził twardą ręką, uważał, że dzieci należy wychowywać zdecydowanie stawiając bardziej na kary niż na nagrody. Zawsze pragnął mieć synów... no i miał trzech... aż tu nagle bach i córka. CÓŻ ZA ROZCZAROWANIE!przecież córka nie przejmie rodzinnej firmy. Kobieta powinna siedzieć w domu i dbać by było co jeść, by był porządek itp. bla bla bla. Gdy tylko dorosłam na tyle bym mogła wyjść z domu uciekłam gdzie pieprz rośnie. Na swoje, klepałam biedę, pracowałam w podrzędnych knajpach za byle grosze, ale byłam wreszcie wolna
10.12.2010 o godz. 23:58

Tak bardzo chciałam znów poczuć ten dreszcz, będąc w jego ramionach.
Może miłość jest ślepa… jeśli tak to CHCĘ BYĆ ŚLEPA. Jeszcze przez chwilę nie mogłam otrząsnąć się z (trudno to określić) czegoś w rodzaju otępienia.
Serce waliło mi jak oszalałe, jak ptak pragnący wyrwać się na wolność.
Odchyliłam do tyłu głowę z zamkniętymi oczami i błogim uśmiechem.
Wspominałam jak to pierwszy raz go zobaczyłam, :) a właściwie mało go nie przejechałam. Wyskoczył mi na drogę jak „królik z kapelusza” mmmmm… ale jaki słodki króliczek :)(darujcie, ale czasem … nie po prostu on tak na mnie działa DO TEJ PORY :) To głupie? … może, ale … CO Z TEG?!). Śmignął i gdzieś się zapodział, więc spotkaniem to trudno to nazwać. Prędzej :) „objawieniem”, tak wówczas wydało mi się, że (oj mam nadzieję, że tego nie przeczyta :P) „spadł z nieba”. Przez kilka, może więcej dni szukałam go w całym mieście. Nie wiedziałam jeszcze kim jest?, skąd się wziął?... może naprawdę z nieba?, może mi się przewidział?, albo to moje marzenia wreszcie się zmaterializowały?. Tyle pytań krążyło mi po głowie. Po prostu musiałam sprawdzić czy był, czy naprawdę istniał. Mieszkałam wówczas w małej Polskiej wiosce niedaleko Warszawy, nazwa nie jest istotna. Wioska była na tyle mała, że wszyscy się znali i wszystko o sobie wiedzieli, a plotki krążyły po mieście z „prędkością światła”. Wiecie jak to jest, w każdej małej wiosce znajdzie się jedna lub dwie „kumoszki” :), które wręcz żyją plotkami.
Tam tą „kumoszką” była moja babka, Alicja Wróbel – babka ze strony matki.
06.08.2010 o godz. 19:41

Wszystko jakby odpłynęło widziała teraz rycerzy świętujących jakieś wielkie zwycięstwo.
Na szczątkach jakiegoś muru dojrzała wysokiego, barczystego wojaka. Wyraźnie był to ktoś ważny bo gdy zaczął mówić wiwatujący tłum natychmiast umilkł.
Następnie znalazła się w samym środku wesoło popijających wojaków stał tam roześmiany ten sam mężczyzna który uprzednio przemawiał. Naprzeciwko niego poprzez tłum przedzierał się jakby jego sobowtór tyle że młodszy. Uściskali się serdecznie, z tegoż wywnioskowała iż muszą być albo braćmi albo serdecznymi przyjaciółmi. Lecz oczy młodzieńca wydały jej się znajome … tak to te same które spoglądały na nią z rozbawieniem gdy próbowała swych sił na kukle do treningów. To był Faromir … zatem ten drugi musiał być… Boromirem. Widziała ich radość, ich przywiązanie. Lecz w oczach młodzieńca pojawił się smutek gdy do kompanii dołączył starczy człowiek. Z historii wiedziała, że był to ich ojciec ówczesny namiestnik, gdyż wówczas Gondor nie miał króla. Ojciec jakby nie widząc młodzieńca zwrócił się do starszego z synów, który widać chciał aby i młodszy został zauważony lecz ten nic sobie z tego nie robił.
Scena się zmieniła wciąż była w Gondorze lecz nie wyczuwała już radości. Czuła lęk, przerażenie pomieszane z czuwaniem jakby wszyscy oczekiwali wielkiej bitwy.
I rzeczywiście wkrótce dookoła niej ginęli ludzie, sytuacja wydawała się beznadziejna. Tylu zginęło, mężni wojownicy walczący ramię w ramię, Elfy i ludzie. Walczyli mężnie, lecz przeciwnik miał przewagę liczebną, przyparci do murów wciąż nie poddawali się. W pewnym momencie minął ją choć młody ale jak dobrze jej znany Aragorn. Nie widział jej była niczym zjawa, obserwowała jak wbiegał do pałacu. Coś pociągnęło ją za nim, zatrzasnął drzwi za którymi teraz słychać było łomotanie i chrapliwe śmiechy. Orkowie, pomyślała. I w rzeczy samej byli to Orkowie, myśl o nich sprawiła iż przeszły ją dreszcze. Tylu ich tam jest, tysiące a może i setki tysięcy, pomyślała. Jakby nie wiedząc iż to tylko ułuda, wizja. Bezwiednie podeszła do okna przy którym stał Aragorn władczy i silny. Co mówił? nie wiedziała, lecz czuła jego siłę. Zdawało się, że nawet Orkowie to odczuli, gdyż na chwilę się cofnęli. Spojrzała w dal poza mrowie Orków. Na wzgórzach kolejno zapalały się ogniska, znak sojuszu. Po chwili zza horyzontu wyłonił się rój żołnierzy na czele których stała połyskująca bielą postać, bił od niej blask napełniający serca nadzieją. Spojrzała na Aragorna, na Faromira… Legolasa … Dziadek !? aż chciała krzyknąć.
06.08.2010 o godz. 19:38

Długo rozmawiali pijąc i śmiejąc się. Einor zabawiał Elłinę różnymi zabawnymi historyjkami. O dziwo jakoś nie puszył się, a może to ona inaczej na niego spoglądała?. A przecież idąc tu spodziewała się spotkać tego samego ważniaka co kiedyś.
 Muszę rzec iż Elłina jest świetną łuczniczką – zagadnął Elbert - choć cierpliwości do ksiąg nie ma za grosz – ciągnął popijając z kufla
 Tak zdecydowanie woli wędrówki – wtrącił Bill który siedział naprzeciwko Elłiny
 :) racja nic tylko by się włóczyła – roześmiał się Elestor
 :) czyli nic się nie zmieniło – zawtórował mu Eidor podając Elłinie puchar
Niebawem uczta skończyła się, prawie wszyscy rozeszli się do swoich komnat. Elłina wyszła na zewnątrz, stanąwszy przed wrotami spojrzała na miasto pełne dzielnych ludzi, dla których honor i ojczyzna stanowiły podstawę życia. Spoglądając w rozgwieżdżone niebo uśmiechnęła się lekko. To tutaj spędzała czas słuchając opowieści starego Faromira. To on pokazał jej jak władać mieczem :) choć wtedy był dla niej trochę przyciężki, a on stary. Lecz nie słaby, wciąż był silnym, mężnym wojownikiem. Imponował jej, był jej wzorem, chciała stać się wielkim wojownikiem lecz była tylko małą dziewczynką, a dziewczynki nie walczą, nie uczą się władać orężem.
Faromir był inny nie uważał, że to ma coś wspólnego z tym czy będzie mogła walczyć. Wiedział, że na świecie są niewiasty których po prostu nie da się powstrzymać od walki, hm znał jedną taką dość nie typową. Nawet się z nią ożenił. Eowina była doprawdy waleczną niewiastą.
Dotykając murów nie widzącymi oczyma spoglądała w dal.
25.07.2010 o godz. 19:40

II

Zamówiłam taksówkę i ruszyłam pełna energii, planów i… tak naładowana dobrym humorem. Nie brałam dużo - nie jestem typem strojnisi, więc i torby nie miałam zbyt dużej.
Na lotnisku nie było specjalnego tłumu, więc odprawienie bagażu nie zajęło mi dużo czasu, usiadłam w poczekalni – miałam jeszcze dobre 20 minut do odlotu. Otworzyłam książkę ”A nie mówiłam!” mojej ulubionej autorki Katarzyny Grocholi, gdy w słuchawkach małego radyjka, które zawsze ze sobą noszę zaczęła lecieć piosenka "This is it " Michaela Jacksona :) UWIELBIAM JĄ !.
• This is it… here I stand…I'm the light of the world, I feel grand. Got this love… I can feel. And I know yes for sure it is real… (Wreszcie stoję tu w świetle świata .Miłość jest wielka. A ta miłość, Którą czuję I wiem, Tak, na pewno Jest prawdziwa) - zaczęłam nucić
Oh rozmarzyłam się .. „ …And I feel as though I've known..” Śpiewałam razem z nim, czułam, czułam tą miłość… O TAK! i mnie przepełnia miłość.
Po raz kolejny obiecałam sobie, że ją nagram… :) taak jeśli ZNOWU nie zapomnę. Szałaput jest ze mnie ogromny :). Piosenka ta jeszcze bardziej (jeśli to możliwe) wznieciła moją tęsknotę … wiadomo za kim :). O tak … do tond nie wierzyłam w istnienie wielkiej miłości, uczucia tak wielkiego, że przy ukochanym mózg jakby zapominał o swojej funkcji. Z żalem wysłuchałam ostatniej linijki … westchnęłam.
25.07.2010 o godz. 19:36

Kolejny telefon
• Yes Ministral company – znowu młody kobiecy głos
• good Morning my name Kerry's … State calling me today (dzwonili państwo do mnie dzisiaj)
• A yes I join with the Director ( łączę z dyrektorem)- oznajmiła, w słuchwce rozbrzmiała głupkowata melodyjka
• Kollins listen – odezwał się znajomy głos
• Hi this is Mary you called ( cześć tu Mary dzwoniłeś) – zaczełam
• and so I wanted to .... discuss with you some matter, and how are you doing the first recording of the book is reading about Harry Potter? (a tak chciałem .... omówić z tobą pewną sprawę, a jak ci idzie nagranie pierwszej części książki czytanej o Harrym Potterze) – spytał
• OK. I'm almost in the Middle ( jestem prawie w połowie) – odpowiedziałam - but what the urgent matter about? (ale o jaką pilną sprawę chodzi?)
• does not talk on the phone ... Today you have time? (to nie rozmowa na telefon... masz dziś czas?)
• no tooday I fly aut- oznajmiłam
• oooo … for how long? ( na jak długo)
• I don’t know – odparłam szczeże
• Damage (szkoda)
• may, however, tell me over the phone (może jednak powiedz mi przez telefon) – zaproponowałam
• ok you want to sign the contract for the next part of this book you are reading now and what we thought of Lord of the Rings (ok chcemy podpisać z tobą kontrakt na kolejne części tej książki co teraz czytasz i myśleliśmy o Władcy Pierścieni) – oznajmił. Aż mi się w głowie zakręciło, musiałam usiąść – are you?
• Yes… Orly I… surprised – wymamrotałam
• Why ?:) - zaśmiał się Mark Kolins
• Why? … kidding
• No …
• ….y…
• What … you not intresting?
• NO!... say yes I am interested In !(znaczy tak jestem zainteresowana)
•   - roześmiał się –ok. … We can wait a few days (możemy poczekać kilka dni)
Kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć – zamurowało mnie.
• I don’t know y… what to say …(nie wiem … co mam powiedzieć)- zaczęłam z wahaniem
• :) can that be glad (może, że się cieszysz)- zasugerował ze śmiechem
• Yes obviously that is I am glad (tak oczywiście, że się cieszę) – odpowiedziałam szybko
• Ok. Call it as you ready ... We will discuss the details of (to zadzwoń jak będziesz gotowa ... to omówimy szczegóły) – zakończył rozmowę
Jeszcze przez chwilę byłam w szoku, ale pozbierałam się bo do odlotu miałam tylko dwie godziny.
14.07.2010 o godz. 18:55

Po wstępnych formalnościach weszli do pięknego pałacu. Był ogromny sama sala reprezentacyjna była wielka, lecz teraz gdy już była starsza wydawała się jej jakoś mniejsza. No tak będąc dzieckiem wszystko wydaje ci się takie wielkie, pomyślała rozglądając się po sali
 Nic się tu nie zmieniło, wszystko jest takie jak pamiętałam –powiedziała głośno
 Tak Gondor od wieków jest taki sam – odpowiedział Eidor który kroczył u jej boku. Od czasu do czasu zerkała na niego – co? :) - zaśmiał się widząc jej spojrzenia
 Nic … zmieniłeś się – odparła
 :) za to ty nic a nic… hm – przechylił głowę i spojrzał na nią badawczo – no może trochę urosłaś i ...
 Co?
 No ten – to dziwne czuł się jak nastolatek nie potrafiący dobrać słów, a przecież nigdy nie miał z tym problemów – wyładniałaś
 Aha czyli do tej pory byłam brzydka? – zaśmiała się. Jakoś nie odczuła tego jako kpinę
 Nie, nie to miałem na myśli – zaczął szybko
 :) nie tłumacz się – roześmiała się, a jej śmiech sprawił, iż zrobiło mu się ciepło nie ze złości, że się z niego śmieje lecz… hm… sprawiło mu to przyjemność? No coś w tym stylu.
Dorian i Aratorn szli z tyłu wspominając stare czasy
 :) ta pamiętam jak to nasi ojcowie mieli z nami urwanie głowy – zaśmiał się Dorian
 :) bez przesady ja zawsze byłem tym spokojniejszym
 Spokojniejszym? … ta jasne. Słyszałem, że ludzie mają takie powiedzenie że cicha woda brzegi rwie.
 No i
 To iż do ciebie to pasuje jak ulał
 Ta ? a z nasz to: w gorącej wodzie kąpany?
Obaj wybuchnęli serdecznym śmiechem, wspominanie starych dobrych czasów zawsze przyprawiało ich o lepszy nastrój. Zwarzywszy na to, że nie widzieli się od dłuższego czasu
 To ile my się nie widzieliśmy ? – spytał Dorian
 Hm niech pomyślę … - Aratorn zadumał się – Eidor miał niespełna dwa lata jak widzieliśmy się po raz ostatni. A ma teraz … 20 lat .. no tak to będzie 18 lat kopa czasu.
 Tak … ale ty nic się nie zmieniłeś.
 Nie wcale tylko przybyło mi parę siwych włosów… - nagle roześmiał się – a to przez tego urwisa mego syna. Skąd on ma taki temperament to ja nie wiem
 Do prawdy? – uśmiechnął się Dorian spoglądając na przyjaciela – a nie pamiętasz ile to razy musiałem ratować cie z kłopotów
 Oj z tą … jak jej tam
 :) co tyle ich było, że imion już nie pamiętasz?
Aratorn uśmiechnął się niewinnie
 Co ja poradzę że miałem powodzenie – wzruszył ramionami
 Powodzenie?...Lekko powiedziane. Podrywałeś najładniejsze niewiasty
 Tak, ale… – urwał gdyż wiedział, że wspomnienia o Marii pewno są dla przyjaciela nadal bolesne
 Maria cie uwielbiała
 Ta ale wolała ciebie
 A no ma się ten urok – chciał zażartować lecz jakoś mu nie wyszło
 Oj gdzie ja mam głowę – zawołał – gdzie moja gościnność pewno jesteście okropnie spragnieni i zmęczeni – skinął dłonią na stojących niedaleko żołnierzy – polećcie komu trzeba przygotowanie komnat i … posiłku – wydał polecenie a żołnierze natychmiast zniknęli
Poprowadził gości ku wielkiemu, drewnianemu stołowi gdzie rozłożone były mapy El Kelendilu. Elłina choć była tu nie raz czuła się dziwnie, zawsze miała uczucie jakby te wszystkie posągi przyglądały jej się, jakby ją obserwowały.
 Służę ramieniem – rzekł Eidor dwornie wyciągając dłoń by ją poprowadzić. Elłina tylko się uśmiechnęła zerknąwszy na Elestora który miał wyraźnie kpiącą minę. Podała Eldorowi dłoń pozwoliła poprowadzić się ku stołowi.
Aratorn szybko zwinął mapy mówiąc: nie dziś. A po chwili przyniesiono trunki i suty posiłek.
 Oj widzę że z jadłem kłopotów nie masz – roześmiał się Dorian patrząc jak stół zapełnia się najróżniejszymi potrawami
 :)gości trzeba należycie przywitać zwłaszcza tak mile widzianych
 :) widzę, że w pochlebstwach nadal jesteś mistrzem drogi przyjacielu.
 :) to zwykła uprzejmość – dał znać służbie aby zaniosła z dwie beczki wina ludziom Doriana
14.07.2010 o godz. 18:51

Eidor stał na blankach obserwując tak dobrze znany teren, gdy ujrzał długi sznur wysokich, gibkich postaci z długimi łukami. Rozległ się donośny, melodyjny dźwięk rogu, znał go doskonale – zresztą jak wszyscy. Nie zmienił się, od wieków był taki sam charakterystyczny dla elfów z Mrocznej Puszczy
 OTWORZYĆ BRAMĘ! – krzyknął zbiegając w dół i dalej ku pałacowi. Z impetem otworzył drzwi i wbiegł do wielkiej sali pełnej posągów dawnych królów – ojcze – podbiegł do wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyzny
 Spokojnie :) - uśmiechnął się Aratorn. Znał bowiem swojego „w gorącej wodzie kąpanego” syna. – wiem, słyszałem – odpowiedział zanim ten zdążył cokolwiek powiedzieć – Aratorn miał w sobie domieszkę krwi elfów gdyż matką jego była piękna Arłena, która żyła do dziś lecz zamieszkiwała w Rivendell mieście swego ojca, nadal opłakując męża
Aratorn ruszył wraz z synem przywitać gości. Elłina szła na przedzie wraz z ojcem. Była zupełnie inna niż on, jej złote loki powiewały na wietrze, a szlachetna twarz zdawała się jakby rozdawać uśmiechy i rozsiewała emanujące od niej ciepło na prawo i lewo. Przy niej blakły nocne gwiazdy, Eidor od dawna jej nie widział i dlatego ten widok sprawił, iż zaparło mu dech. Skłonił się nisko, ona zaś uśmiechnęła się przyjaźnie gdyż także dojrzała w nim zupełnie kogoś innego niż pamiętała. Stał przed nią dumny, wyprostowany, barczysty mąż godny zaufania.
Dorian i Aratorn uścisnęli się mocno iście niedźwiedzim uściskiem – jak to przyjaciele. Elłina skłoniła się dłonią dotykając serca
 ciao re Aratornie – przywitała się
 ciao bella Elłino – odpowiedział
Po tych formalnościach przyprowadzona przez nich nie mała liczba elfów rozeszła się i zajęła własnymi sprawami
 Pozwól panie, że przedstawię ci – zaczęła Elłina zwróciwszy się do Aratorna – to są moi przyjaciele i przedstawiciele …. Pozostałych zainteresowanych stron. Ten ciemnowłosy to Czarny Elf z Mornoru syn Stablira Elbert … swoją drogą niezły z niego mól książkowy – zachichotała. Elbert zrobił taką minę jakby miał ochotę coś jej dogadać ale ugryzł się w język, natomiast Dorian i Aratorn uśmiechnęli się porozumiewawczo – ten obok mnie to Elestor syn Collinga ze wschodnich kresów niezrównany w psikusach więc uważałabym na niego – Elestor zaśmiał się tylko – a ten tutaj – wskazała oszołomionego Billa – to Bill Tuk syn słynnego Samuela Tuka, niezrównany poeta i pieśniarz.
Przyjaciele skłonili się dwornie, a Aratorn każdemu uścisnął dłoń mówiąc „to dla mnie zaszczyt”.
27.06.2010 o godz. 19:08


 Ej poczekajcie! – krzyknęła Elłna widząc iż Bill ledwo wyrabia. Kompania przystanęła, a Bill podszedł bliżej i zaczął sapać. – on musi odpocząć. Wspinaczka nie była łatwa zwłaszcza dla niego- dodała kładąc dłoń na ramieniu przyjaciela, który opadł na ziemię – proszę napij się – podała mu bukłak Miruworu napojem elfów – to doda ci sił – już jej uśmiech to uczynił
Elfowie siedli w małych kręgach i każdy zajął się swoimi sprawami. Nie którzy rozprawiali o dalszej drodze, a inni zaś sprawdzali stan broni. Elłina stanęła na skraju góry niedaleko Billa. Widać tam było rozległe krainy, u stup Morii rozciągała się mała kamienista dolina, a z boku widniał Karadras. To tędy Legolas wraz z Aragornem, Boromirem, Gandalfem, Gimlim i czterema Niziołkami wędrował na początku swej podróży, pomyślała. Co w tedy czół?, czy wiedział co go czeka?. Z pewnością nie spodziewał się tego, iż połączy go z nimi przyjaźń. Przyjaźń która przejdzie na następne pokolenia. Ona winna jest pielęgnowaniu tej że przyjaźni, nie może dopuścić aby to wszystko zostało zaprzepaszczone. Czy da rade?, czy temu podoła?. Nie wiedziała skąd, ale czuła iż nie będzie sama, że choć wielokrotnie podwinie się jej noga to będzie mogła liczyć na wsparcie przyjaciół.
 Świat jest wielki – zagadnął Dorian stają koło niej
 Tak – odparła z westchnieniem nie odwracając się – ogromny – przyznała
 Czego się lękasz?
 Na pewno nie tego, że zostanę sama… lękam się? Tak czuje wielkie cierpienie – Dorian spojrzał na nią uważnie. Jest tak samo wrażliwa jak Legolas, pomyślał.
Stali tak jeszcze czas jakiś lecz niebawem ruszyli dalej. Elłina szła koło Billa dopasowując tępo do jego możliwości. Wkrótce zsunęli się z grzbietu Morii i ruszyli poprzez rozległe tereny. Wędrując robili krótsze i dłuższe przerwy, lecz starali się nie pędzić (że się tak wyrażę). Starali się iść tak by Bill zdołał dotrzymać im kroku, wiele razy potykał się lecz zawsze w porę znalazł się ktoś kto dyskretnie go podtrzymał. Mimo to podczas przerw (popasu) Bill padał na ziemię jak długi i prawie natychmiast zasypiał. Zawsze wyruszali przed świtem, gdyż jak mawiali szkoda czasu, a im wcześniej dotrą do Gondoru tym lepiej.
I rzeczywiście w wkrótce ujrzeli wieżyce z zatkniętymi flagami Gondoru.
Nie zatrzymywali się teraz gdyż nie było to daleko nawet jak na Hobbita.
26.06.2010 o godz. 19:55

ROZDZIAŁ IV


Mozolili się czas jakiś lecz szło im całkiem nieźle. Elłina szła w samym środku asekurowana przez kilku elfów choć znając ją robili to tak aby tego nie odczuła. Bowiem była z niej nadzwyczaj ambitna osoba, Dorian śmiała się, że odziedziczyła to po matce. Oliwer nakazał kilku elfom by pod żadnym pozorem nie dali jej odczuć, iż ją pilnują.
 Dobrze wam radzę :) - przestrzegł cicho – jeśli nie chcecie mieć kłopotów
Elfowie skwitowali to chichotami co niektórzy zdążyli przekonać się co potrafi rozgniewana Elłina.
Obok niej wspinał się jęcząc Bill, miał krótkie ręce i nogi, a po za tym nie był przyzwyczajony do wspinaczki. Nie to co elfy które prawie przez cały czas wspinały się na drzewa. Choć pionowa i prawie że bez jakiejkolwiek szczerby ściana Morii nie była najłatwiejsza do przebycia. Oliwer wspinał się tuż obok króla asekurując jego :) choć tak szczerze to Dorian już dwa razy zdołał złapać go w ostatniej chwili bo byłby spadł i niechybnie roztrzaskał. Elwinie kilkakrotnie obsunęła się noga ale zawsze znalazł się ktoś kto w porę ją wsparł. Już zaczynała podejrzewać, że ją pilnują. Najmniej kłopotów miał oddział Litlly’ego który często wspinał się na okalające Loterien góry. A po za tym składał się on głównie z tych co byli zwinni niczym wiewiórki. Ten nie mały oddział miał nawet takie przezwisko, a mianowicie wszyscy wołali na nich „Rude kity” :) pyzatym większość faktycznie była lekko rudawa,
a włosy nosili związane w tzw. Koński Ogon.
Po dotarciu na szczyt szybko pobiegli dalej jakby wcale nie odczuwając zmęczenia. Tylko biedny Bill ciągnął się z tyłu
08.05.2010 o godz. 17:50

Zbliżali się do Morii już było widać jej wzniesienie, złowieszcza fala owionęła ich swym podmuchem. Przystanęli czekając na rozkaz króla
 Czy jesteśmy w stanie ją minąć – to było raczej pytanie które Dorian skierował sam do siebie – nie – odpowiedział cicho – ruszamy przez kopanie Arunhil Dona pajlasahit dan uden ana sale alan – zakończył w ojczystym języku dodając otuchy swoim ludziom, lecz po części i sobie.
Ruszyli prosto w kierunku otwierających się czeluści Morii
 Ale jak my ją przejdziemy? – spytała Elłina – przecie most przez który Legolas wraz z kompanami wydostał się z stamtąd już nie istnieje, a i wejście zostało zawalone. Tak więc nawet jak wejdziemy to nie wyjdziemy.
 Musimy zatem ją minąć – odparł Dorian
Elłina nie wiedząc skąd, lecz była pewna iż będzie to najlepsze wyjście.
Ponad setka elfów poczęła wspinać się na ostre zbocze Morii
08.05.2010 o godz. 17:49

I tak wyruszyli w drogę, żegnani przez zgromadzonych, każdy zaopatrzony był prócz tobołka w długi łuk, kołczan pełen strzał i miecz przepasany u boku. Ich ciemnozielone szaty łomotały na wietrze. Elłina wraz z ojcem i przyjaciółmi szła na czele kompani, Bill otrzymał krótki miecz stary miecz Elłiny dzięki któremu uczyła się sztuki walki. Ponieważ był to niewielki oręż to w sam raz nadawał się dla Hobbita.
Dochodząc do granic Loterien Elłina poczuła żal, być może faktycznie po raz ostatni widzi te miejsca, jakże dobrze jej znane. Co się stanie z wujaszkiem, z nianią Ilhą?, czy wróg rzeczywiście zaatakuje?. To straszne myśleć o tym wszystkim, dopiero teraz uświadomiła sobie ile to wszystko dla niej znaczy, a do oczu napłynęły łzy. Szybko dla niepoznaki spuściła wzrok udając że poprawia miecz zwisający u pasa.
Do Gondoru nie jest daleko lecz trzeba przejść przez Morię, a to mroczne miejsce. Elłina myśląc o tym poczuła zimny dreszcz i przysunęła się bliżej Doriana odruchowo wsuwając swą drobną dłoń w silną i poznaczoną bliznami dłoń ojca. Ten uśmiechnął się lekko uścisnąwszy dłoń córki.
08.05.2010 o godz. 17:48

Z nią było gorzej, gderała, marudziła za nic nie chciała puścić mnie samej „a jak coś się stanie?”, „jak…” itp. :) Ale w końcu ustąpiła pod warunkiem, że będę ostrożna; jak bym nie była.
Dobra teraz na lotnisko i do… do tej formy nagrań. Wykręciłam numer na lotnisko
• Hello company „Leopolflay” – odezwał się kobiecy głos w słuchawce
• Hello I wanted to book a flight to Norway (chciałam zarezerwować lot do Norwegii)
• On when?
• On today… as soon as possible so as not to be too late (jak najwcześniej żeby nie być zbyt późno)
• Hm today… - zamyśliła się
• of which is the next flight? (o której jest najbliższy lot?)- spytałam
• Today ... next flight is... the second afternoon, the place is about the fourth (dzisiaj ... najbliższy lot jest ... o drugiej popołudniu, na miejscu jest o czwartej) – wyjaśniła
• well I want to book this flight in the name of Kerry's ... Kej-, i-, ar-, ar-, way- ,es- (dobrze chcę zarezerwować ten lot na nazwisko Kerry's... )- automatycznie przeliterowałam nazwisko. W słuchawce zaległa cisza
• First-class? – odezwała się w końcu
• Why not … Yes – odpowiedziałam uznając, że trochę luksusu mi nie zaszkodzi - purchased a ticket at check-in ( bilet odbiorę przy odprawie) goodbye - odłożyłam słuchawkę
08.05.2010 o godz. 17:37

Rozmowa z Tomem zawsze mi poprawiała humor. Nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł, chwyciłam za telefon.
• Hi Craig … then I Mary – zaczęłam
• O hi how are you? ( o cześć co u ciebie?)
• ok ... you're on the set? (w porządku... jesteś na planie?)
• no yet we got to my scene (jeszcze nie doszliśmy do mojej sceny)- odpowiedział
• aha
• something happener (coś się stało) – spytał szczerze zaniepokojony
• cały Craig – pomyślałam – noeverything is in order ... I can not call for a mate? (wszystko w porządku... nie mogę zadzwonić do kumpla?) – w słuchawce nastała cisza - are you tere ? (jesteś tam?) – spytałam po chwili
• eys … Orly
• what? … you surprised? ( co … jesteś zaskoczony?)
• Frankly … yes (szczerze … tak) – przyznał – ok … what really …
• You know ! – udałam oburzenie - but I actually matter (ale faktycznie mam sprawę)- przyznałam
• :) - Craig tylko się roześmiał – ok. what’s going an? (co jest grane?) – spytał
• … You know for three days Valentine ... Such Polish festiwal (wiesz za trzy dni są walentynki... takie polskie święto)
• Yes … and
• And I have a plan… - zaczęłam
• Plan – powtórzył zaintrygowany
• yes but first tell me what you have plans for a few days ... you know I mean filming (tak ale najpierw powiedz mi jakie macie plany na kilka dni... no wiesz chodzi mi o kręcenie filmu) – spytałam
• … wind-only scene with Aragorn ... you know how Frodo and his company reaches out to Bree (nakręcamy dopiero scenę z Aragornem ... no wiesz to jak Frodo ze swoją kompanią dociera do Bree) – wyjaśnił - ok, but what it really? (ok, ale o co tak naprawdę chodzi) – spytał
• You know … I want to celebrate Valentine's Day in a special way (chcę świętować dzień świętego Walentego w szczególny sposób) – zaczęłam - well no I will not hide I want to come to a film location (no dobrze nie będę ukrywać chcę przyjechać na plan filmowy )- na chwilę go zamurowało
• Your State!(w twoim stanie) – wyraźnie się przejął
• Cały Craig – pomyślałam - in which state? ... I'm not dying (w jakim stanie? ... nie jestem umierająca)
• but it could be dangerous for ...( ale to może być niebezpieczne dla...) – nie poddawał się
• do not overdo it ... I know that is worried, but I really don’t. Following behind this is still nothing definite trunks Nina may retort, and you know what she’s resolute. (nie przesadzaj... wiem, że się martwisz, ale naprawdę nie musisz. Po za tym to jeszcze nic pewnego pni Nina może oponować, a wiesz jaka ona jest stanowcza.) – w słuchawce zapadła cisza
• ok if it let me know what I go after you ... all prepare a ... (ok to w razie czego daj znać wyjadę po ciebie... wszystko przygotuję...) – wyraźnie się podpalił, choć starał się to ukryć
• ok I'll ring for sure, I still call a few places and book a flight. You keep an eye on Tom (ok zadzwonię na pewno, muszę jeszcze zadzwonić w parę miejsc i zarezerwować lot. Ty pilnuj Toma) – zapewniłam go po chwili jego gorączkowego monologu
• but remember to call ... ai like you at the airport to wait for me in a cafe ... do not move there .... just let us know that you are (ale pamiętaj zadzwoń... a i jak będziesz na lotnisku to czekaj na mnie w kawiarence... nie ruszaj się stamtąd .... daj tylko znać, że jesteś)
• ok. :) ok. – zaśmiałam się
• no kidding (nie żartuję)
• I know :) I know … cheerio! (cześć!)
• see you later
• uf jeden :) przekonany – pomyślałam – teraz pani Nina
30.04.2010 o godz. 06:39

na czas zaloby przerywam emisje
Tagi: !!
15.04.2010 o godz. 09:30

W słuchawce usłyszałam gromki śmiech
• Dodaje się zaledwie 2 godziny :). To prawie nic – wytłumaczył
• Racja panie profesorze – udałam powagę – a tak z innej beczki to zazdroszczę ci… Norweskie góry – rozmarzyłam się
• Nawet zimą ? – spytał, w jego głosie wciąż pobrzmiewało rozbawienie
• Nawet … nie zapominaj, że grasz w ekranizacji mojej ulubionej książki – przypomniałam – i to z najlepszymi
• Najlepszymi ?
• Po za tobą L)… np. Liv Tyler … hm lub Craig Parker
• Hm tego ostatniego skądś znam
• :) no wiesz taki zabawny blondyn …. Świetny materiał na wujka
• :) a tak już kojarzę … :) pewno się ucieszy jak mu to powtórzę
• Nie, nie mów mu – wtrąciłam szybko
• Czemu? :)
• Nie chcę go … hm wywyższać
• :)
• Nie śmiej się!
• Nie … nie śmieję się
• Ta jasne – pomyślałam – nie tylko masz napad głupawki co ?
• Czego ?
• :) głupawki … Tak w dzieciństwie nazywałam nagły, nieuzasadniony napad śmiechu
• :) :) :) - teraz to naprawdę dostał napadu śmiechu, ledwo się powstrzymał – serio tęsknię i żałuję, że nie ma was tutaj – dodał poważniej – muszę kończyć … dbajcie o siebie
• Tak jest tatusiu
• ;) kocham was
• :) my ciebie bardziej :) - skończyłam ze śmiechem
28.03.2010 o godz. 21:17

Południe szybko minęło i nastał wieczór na Srebrzystej łące zebrał się spory tłumek. Nie byli to oczywiście wyłącznie ci co mieli wyruszyć do wrót Gondoru. Stało tam pełno matek z małymi dziećmi żegnających swych synów i mężów. Gdyż ku ogromnemu zdziwieniu Elłiny i lekkim Doriana była cała armia dowodzona przez braci i druga prze Oliwera, stali gotowi do wymarszu. Bracia przyuważywszy przybycie króla zasalutowali
 Panie melduję, iż gotowi jesteśmy do wymarszu- wyrecytował Lert – a oto mała grupka wiernych ci żołnierzy chcących wyruszyć wraz z tobą.
 Było ich więcej – wtrącił Littly – lecz zacny Oliwer zasugerował, iż ktoś musi zostać by w razie czego chronić granic Loterien
 Tak choć mam nadzieję iż wróg nie zaatakuje pod naszą nieobecność. – odezwał się Oliwer cichym szorstkim głosem - bliskość Morii nie napawa optymizmem – zakończył, a obydwa szwadrony liczące niemal setkę elfów jakby na rozkaz ustawiła się w szereg, równy i zwarty
27.03.2010 o godz. 21:13

Wyszłam z kuchni roześmiana. Pani Nina była dla mnie jak przyjaciółka, a czasem nawet jak matka. Choć prawdziwą nie była
• Widzisz maleństwo … :) ucz się już teraz – powiedziałam cicho do maleństwa rozwijającego się w moim łonie. Usiadłam na kanapie i już chciałam wziąć scenariusz aby powtórzyć rolę, gdy zadzwonił telefon - I collect ... in the living room ! (ja odbiorę… w salonie)- zawołałam do Pani Niny – yes – zaczęłam zwyczajowo
• Cześć jak tam moje dziewczyny? – odezwał się Tom
• :) dziewczyny? … Pani Nina ma się dobrze jak zwykle – odparłam udając, że niby nie wiem o co chodzi
• :) :) - w słuchawce rozległ się śmiech – to super ale mi chodziło o inne
• Hm… o żadnych innych mi nie wiadomo – droczyłam się. Tom zachichotał cicho
• Taaa… hm…
• A powinnam?
• No to rzecz względna – wyraźnie podjął pałeczkę
• No, no … nie wiem morze ….
• :) - nie wytrzymał – to może spytam tak jak moje „łosz and go” ?
• My dobrze, ale ja umieram z nudów… i tęsknoty …
• Tęsknoty :) … ciekawe a za kim?
• A no za pewnym przystojnym aktorem :) - odpowiedziałam udając tajemniczą
• :) tak, a to ciekawe
• No pewno go znasz :P :)… wyjechał bardzo daleko i zostawił mnie samą, a ja tu wariuję
• :)
• Hm ciekawe pewno nie może gonić się od dziewczyn
• A ty jesteś zazdrosna? :)
• Ja? … raczej samotna i… no może trochę zazdrosna
• :) moja zazdrośnica – roześmiał się- Byłaś na USG? – spytał mój anioł struż
• :) nie tatusiu jeszcze nie - skłamałam
• Tatusiu fajnie brzmi – westchnął – rany nigdy nie wyobrażałem sobie, że będę ojcem – w wyobraźni ujrzałam wielkiego niczym dąb, wzruszonego do łez faceta
• Tak i niech tatuś pamięta, że czekamy tu na niego
• :) pamiętam, pamiętam i też tęsknię
• To czy pamiętasz to też rzecz względna. Masz wokół tyle ślicznych aktor…
• Ale już mam swoją – przerwał mi.- Która chyba nie bardzo o mnie pamięta bo coś nie tęskni za zbytnio, bo to ja dzwonię
• Właśnie chciałam..
• Ta :) ale nie chciałaś przeszkadzać
• Nie o to chodzi …. Chodziło mi bardziej o różnicę czasu
• Różnicę czasu?
• No tak przecież…
• Oj głuptasie :) :) - roześmiał się już naprawdę rozbawiony – między Norwegią a Anglią nie ma wielkiej różnicy czasu
• No tak zawsze miałam z tym problem – przyznałam- nigdy nie wiem ile się dodaje… a może odejmuje
21.03.2010 o godz. 19:31

Po zebraniu wszyscy rozeszli się w swoje strony, Erłina wraz z przyjaciółmi wolno noga za nogą wlekli się właściwie nie wiadomo dokąd. Milczeli, Erłina nie czuła lęku czy rajze fi bera (czy jak się to pisze). Czy się cieszyła? Nie, wyprawa była jej obojętna? Tak w pewnym sensie. Doszli do schodów prowadzących w dół do przepięknego ogrodu. Bez słowa zeszli i usiedli przy przyjemnie szemrzącej fontannie. Nagle nie wiadomo dlaczego Erłina zaczęła się śmiać. Przyjaciele spojrzeli na nią jak na wariatkę
 Y dobrze się czujesz? – spytał Bill
 No właśnie co cie tak śmieszy, nie widzę nic zabawnego w… - dodał Elestor
 :) nie śmieje się z naszej wyprawy… no może nie do końca – wyjaśniła
 Nie do końca? – spytał Elbert marszcząc brwi – sory ale nie łapie
 :) no bo widzicie my tu wyruszamy na … - przerwała szukając słowa – na wojnę jak to określił mój tata
 No i – zainteresował się Elestor
 A to że ponoć zewnętrzny świat też jest zagrożony
 No i co to ma do… - zaczął Elbert
 A to, że my tu będziemy walczyć o nasz i ich świat a oni sobie świętują
 Świętują? – Bill nie załapał
 No tak przecież mają teraz święta… no co tak patrzycie? Przecież nasz miesiąc to ich rok, a teras miesiąc się kończy. Tak więc oni muszą mieć koniec roku…. Zaraz jak oni nazywają to święto
 Sylwester – podsunął Elestor
 Tak sylwester. No i oni niczego nie świadomi już za …
 Za kilka godzin – uzupełnił Elestor
 Tak za kilka godzin – powtórzyła – będą świętować niczego nie świadomi
 No i co w tym takiego śmiesznego? – spytał Bill
 Oj Billu nie rozumiesz – jęknęła – przecież to głupie … oni powinni wiedzieć
 O nas… chyba zwariowałaś! – Elbert aż krzyknął
 Nie bo co
 Bo to, że nie mogą – był zdenerwowany
 A to niby dlaczego?
 Bo tak – odparł wojowniczo lecz po chwili dodał łagodniej – jak myślisz jak by zareagowali na wieść o istnieniu innego świata? … jak powiesz, że nic by sobie z tego nie zrobili to zaraz zacznę wyć … tyle razy mówiłem ci, że ludzie z zewnątrz … w ogóle ludzie są zachłanni i od razu chcieliby niby to zbadać obcy świat …ta ale chyba po to by i jego wykończyć… - nie dokończył bo właśnie dostał między żebra od Elestora – no co przecież…
 Może i tak, ale zapędzasz się. Na naszym świecie też żyją ludzie i co? – stwierdził Elestor
 No tak faktycznie – przyznał Elbert
 Wiecie co dziwni jesteście – zaczął Bill, a wszyscy spojrzeli na niego nie zrozumiawszy o co mu chodzi, gdyż tak się zapędzili w rozmowę, że zapomnieli o bożym świecie – co tak patrzycie dziś wyruszamy być może na najważniejszą wojnę, możliwe że nie wrócimy, a wy sprawiacie wrażenie jakbyście mieli to gdzieś
 Hm tak masz racje, ale jeśli o mnie chodzi to ja nie boje się śmierci… Śmierć to jedynie początek nie koniec, tak to początek …
 Nowej drogi – dokończył Bill – wszyscy czytaliśmy dziennik Erłinga, ale mnie to raczej nie pociesza, ja osobiście wole TĄ drogę, którą podążam, nie chce innej
Siedzieli tak przez dłuższy czas po czym ruszyli do swoich komnat spakować potrzebne rzeczy. Elwinie nie zajęło to zbyt dużo czasu gdyż nie wiele brała jedynie parę ubrań, zdjęcie matki, no i oczywiście linę – długą srebrzystą o niezwykłych właściwościach, w nocy świeciła jasnym światłem, ale jedynie właściciel ją widział no i osoba która na prawdę tego potrzebowała, a miała szlachetne serce i zamiary.
20.03.2010 o godz. 13:27
Opowiadania
O mnie: Tu są TYLKO opowiadania bez linków na YouTube, muzyczek, clipów... no chyba że tematycznych. To "TV" wolne od reklam
!! "Blask czy cień?" (1) "Blask czy cień?" (10) "Blask czy cień?" (2) "Blask czy cień?" (3) "Blask czy cień?" (4) "Blask czy cień?" (5) "Blask czy cień?" (6) "Blask czy cień?" (7) "Blask czy cień?" (8) "Blask czy cień?" (9) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (1) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (10) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (11) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (12) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (13) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (14) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (15) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (16) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (17) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (18) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (19) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (2) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (20) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (21) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (22) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (23) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (24) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (25) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (26) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (27) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (28) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (29) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (3) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (30) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (31) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (32) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (33) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (34) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (4) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (4) - przypisy "ElKelendil - walka o przetrwanie" (5) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (5) - przypisy "ElKelendil - walka o przetrwanie" (6) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (7) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (8) "ElKelendil - walka o przetrwanie" (9) NIESPODZIANKA od autorki początek
statystyki
  • Czas na Bloblo: 1 dni 14 godzin 17 minut
  • Napisanych notek: 52
  • Komentował: 1 razy
  • Zebranych komentarzy: 4
  • Ostatni wpis: 13.10.11, 18:41
  • Wpis średnio co: 30 dni
  • Profil odwiedzono: 9902 razy
  • Ilość avatarów: 9
  • Ilość zdjęć: 0
  • Ilość filmów: 0
  • Ilość logowań: 56
  • Ostatnie logowanie: 22.10.11, 16:17
  • Ostatnio odwiedzili: opowiadanka, Marzena, Sassy, milena, porcelanowa, yuiatachi, LinkPower, the-invisible-wall
sekcja użytkownika
Opowiadania, opowiadania Fantazy, Miłosne ... o życiu